Całą sobotę i niedzielę spędziłam przy maszynie do szycia.
Zaznaczyć jednak muszę, iż ustrojstwa tego nie dotykałam przez ostanie 20 lat.
Ból pleców i nerwy napięte do granic możliwości sprawiły,że płakać mi się chciało i pracę w kąt wepchnąć.
Ambicja jednak i upór ośli nie pozwoliły i to co zaczęłam skończyć musiałam...
Narodziły się więc króliczki, które rodzeństwem być się zdają i anioł w koszuli pasiastej...
Miłość mą Tildową wyrazić w ten sposób zamierzam...:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz