poniedziałek, 22 marca 2010

Tildowo...

Całą sobotę i niedzielę spędziłam przy maszynie do szycia. 
Zaznaczyć jednak muszę, iż ustrojstwa tego nie dotykałam przez ostanie 20 lat.
Ból pleców i nerwy napięte do granic możliwości sprawiły,że płakać mi się  chciało i pracę w kąt wepchnąć.
Ambicja jednak i upór ośli  nie pozwoliły i to co zaczęłam skończyć musiałam...
Narodziły się więc króliczki, które rodzeństwem być się zdają i anioł w koszuli pasiastej...
Miłość mą Tildową wyrazić w ten sposób zamierzam...:)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz